Tu i tam słyszę, że Helvetica jest już passé, że się przejadła, że ile można. Ja tam się jeszcze nią całkiem nie nasyciłem i jak widać są tacy, którzy chyba mają podobnie.
To celebrate the 50th anniversary of the Helvetica„¢ typeface, Linotype„¢ invited designers worldwide to take part in the Helvetica NOW poster contest.
[Helvetica NOW Poster Contest @ Linotype]
Ciekawą narodową przypadłością Polaków jest podatność naszych uczuć religijnych na ich obrażanie. Mam świadomość tego, że słabość ta udziela się zwykle starszemu pokoleniu, które jedną nogą jest już na tamtym świecie, niemniej jednak temat ten wypływa odkąd pamiętam i jego końca nie widać. Z pewnym przerażeniem obserwuję również stale rosnącą grupę ludzi w moim wieku przyklaskujących tej tradycji… Nie chcę wdawać się w rozważania na temat genezy wspomnianego problemu, ale polecam Wam zastanowić się dwa razy zanim ponownie w kontekście polskiego katolicyzmu zaczniecie sypać z rękawa określeniami typu “tolerancja”, “wyrozumiałość”, “bezkonfliktowość”, “łagodność” czy “dystans”.
Jednym z ostatnich absurdalnych przykładów niech będzie reklama Red Bulla, która uderza w świętość Bożego Narodzenia, deformując ten jakże piękny obrazek.
Temat jest głęboki i długo można by o nim pisać, ale jako że zrobił to już chociażby Mariusz Agnosiewicz – jemu oddaję “głos”.
A odchodząc od tematyki religijnej – ciekawe jak by się skończyła (bo w to że by się skończyła nie wątpię) w Polsce kampania reklamowa firmy Tabcake. Bo to już przecież pornografia, no nie? Ot taka lekko dygresyjna ciekawostka.

Grzechem byłoby nie pogratulować reprezentacji pod wodzą Leo Beenhakkera tego historycznego awansu, który wczoraj po meczu z Belgią i po wspaniałej grze Smolarka stał się faktem. Choć jako drużyna gramy brzydko, niedokładnie, chaotycznie, to jednak wygrywamy i to się liczy, za to przyznaje się punkty. Mam nadzieję, że zobaczę jeszcze kiedyś biało-czerwoną ekipę z pierwszego meczu z Portugalią – to było coś naprawdę zjawiskowego. Póki co przed nami mecz o pół kilo pietruszki i dwadzieścia deko sera szwajcarskiego.
Aha – gdyby tak zamknęli jadaczki i przestali już pieprzyć o tych wszystkich orłach Górskiego, Piechniczka, Gmocha i innych emerytach byłbym bardzo wdzięczny.
No i jesteśmy świadkami kolejnego kroku milowego w historii flasha. Otóż zobaczyć możemy jak wyglądać będzie nowopowstająca gra MMORPG Alternativa. Na łamach bloga jej developerów znajduje się link do wersji demonstracyjnej silnika, dzięki któremu całość ukaże nam się w trójwymiarowym rzucie izometrycznym. Wygląda całkiem obiecująco (dynamiczne oświetlenie, cienie itp.) i bardzo się cieszę, że jest to jeden z najszybszych kierunków rozwoju wspomnianej technologii. Choć raczkuje jeszcze, choć najnowsze komputery wydają się być na nią ciągle za słabe, to jednak tkwi w niej jakiś nieodgadniony potencjał.
Niemniej jednak spać mi nie daje jedno małe pytanie – czy aby nie cofnęliśmy się trochę w rozwoju? My to wszystko już mieliśmy, w dużo lepszym wydaniu… a na imię mu było Macromedia Director i Shockwave. Hm? Ktokolwiek cokolwiek? Bo ja się na tym nie znam, a ciekawość mnie zżera.
Życie osoby kreatywnej ukierunkowane jest przez nudę. Unikanie nudy jest jednym z najważniejszych naszych celów
Saul Steinberg (1914-1999), znany między innymi ze swych okładek i rysunków publikowanych przez blisko 60 lat na łamach New Yorkera, był jednym z najbardziej uwielbianych artystów Stanów Zjednoczonych. Poza współpracą z tygodnikiem wystawiał również swoje prace (rysunki, obrazy, druki, kolaże, rzeźby) w galeriach i muzeach, także poza granicami USA. Sztuka Steinberga nie daje się zamknąć w jednej kategorii czy nurcie artystycznym.


Ile to już razy natknąłem się w sieci na milusią czcionkę, którą ktoś gdzieś wykorzystał, ale nie był na tyle uprzejmy by poinformować innych co to za model. W wielu wypadkach pomocni okazywali się współobozowicze obozu pracy, niestety nieraz i oni czując swą niemoc wzruszali tylko ramionami. Jest na to jednak rozwiązanie – może nie stuprocentowe, ale zawsze jakieś.
W takich kłopotliwych sytuacjach swoje pierwsze kroki kieruję zwykle na łamy serwisu WhatTheFont, który oferuje unikalną i w większości przypadków naprawdę sprawną funkcjonalność. Wycinam fragment tekstu, wgrywam i… trzymam kciuki. W najgorszym razie wynikiem będzie font całkiem podobny, nad którym oczywiście również można się zastanowić.
Bez powodzenia? No to następny w kolejce jest Identifont. Tutaj już trochę trudniej, wybieram literki, odpowiadam na pytania identyfikujące po czym wyskakuje cały pakiecik wyników. Jeśli i to nie pomoga można zawsze potestować inne opcje typu “Fonts by Similarity” etc.
Nadal jestem w pupie? W akcie desperacji pozostają fora: WhatTheFont Forum i Typophile. Taka ścieżka zwykle doprowadza mnie do rozwiązania zagadki czego i Wam życzę.
Wczoraj na wykopie pojawił się link do materiałów rzekomo prezentujących pewną nowinkę technologiczną, która miałaby zrewolucjonizować proces koloryzacji czarno-białych zdjęć. Pomijając już sens istnienia takiego rozwiązania w dzisiejszych czasach (wiadomo – wszechobecna fotografia cyfrowa), warto zauważyć, że link już jakiś czas w sieci wisi… będą tak ze 3 lata. Mało tego – powstało kilka programów/pluginów, które ze wspomnianej technologii mniej lub bardziej umiejętnie korzystają. Tak więc po pierwsze żadna to nowinka, po drugie żadna rewolucja, po trzecie i tak ładniejsze efekty daje umiejętna ręczna obróbka.
Å»eby jednak nie było, że bawię się w Sherlocka Holmesa podnosząc sobie tym samym ego i nie daję nic od siebie – link do chyba najbardziej zaawansowanego narzędzia (plugin do photoshopa i aplikacja standalone) opartego na wspomnianym algorytmie, tudzież bardzo zbliżonym: AKVIS Coloriage v5.0. Wersja ta ukazała się jakiś miesiąc temu i na dłużej można ją mieć za "jedyne" 97$.
No dobra, zwracam częściowo honor – do kolorowania odręcznych szkiców, to narzędzie jest naprawdę niczego sobie.
Niejednokrotnie kiedy zasiadamy do projektu nie chce nam się wymyślać koła na nowo i bardzo chętnie korzystamy z pracy innych. I nie ma w tym oczywiście nic złego do czasu gdy nie łamiemy założeń licencyjnych lub nie rżniemy wszystkiego na żywca. Problem pojawia się dopiero wówczas gdy trzeba coś znaleźć – nieraz po dobrych kilku godzinach jesteśmy nadal w punkcie wyjścia, w kropce czy jak to tam zwał. Słowem nie posunęliśmy się ani na krok. I tutaj w sukurs przychodzą linkownie, które zdecydowanie przyśpieszają proces poszukiwań.
Dzisiejsze "Must-have" sponsoruje literka B. B jak brushe.
Przeczytaj dalszą część wpisu »