Parę dni temu pojawiła się na Muxtape‘a łamach informacja, w której słowem-kluczem jest RIAA. Chociaż chodzą plotki, że zamknięcie jest chwilowe i ma na celu doprecyzowanie umowy o współpracy, to jednak mając w pamięci inne potyczki czteroliterowej organizacji – może być różnie. Czym był Muxtape? Wzór zaczerpnięto z dawnych lat gdy jeszcze rządziły kaseciaki, a dobrej muzyki nie było zbyt wiele. Wtedy to młodzi ludzie namiętnie tworzyli swoje składanki zgrywając nutę z radia, od kumpli etc. Tyle jeśli chodzi o ideę, bo w dzisiejszych realiach było to nic innego jak udostępnianie przez użytkowników użytkownikom do odsłuchu chronionych prawem autorskim utworów. Niestety jak widać przewaga mało znanych kapel i undergroundowego grania nie była tu żadnym argumentem. Obym się mylił i była to faktycznie tylko chwilowa przerwa.
Dla tęskniących/załamanych/zdezorientowanych/pissed-offniętych jest jednak dobra wiadomość. Otóż istnieje coś bardzo podobnego. 8tracks, bo o nim mowa, jeszcze działa (co jest dosyć dziwne, bo serwery mają w San Francisco, a tam jurysdykcja RIAA chyba sięga). Wybitnie zainteresowanych legalnością ich działania zapraszam tu – wyjaśnienia brzmią przekonująco. Zdrowia życzę!
Dawno nie było u mnie zdjęć, więc postanowiłem się poprawić. No dobra – może ciąg przyczynowo-skutkowy nie był dokładnie taki, ale faktem jest że długo nie było mi dane trafić na równie urzekającą galerię. Julia Fullerton-Batten to przedstawicielka młodej generacji fotografów, urodzona w Niemczech, aktualnie mieszkająca w Londynie. Zrobiła dyplom z fotografii w Berkshire College of Art and Design, objechała pół świata, w tym Wietnam gdzie spłodziła zdjęcia będące podwaliną jej kariery – dziś ma agentów w kilku krajach, robi zdjęcia dla największych marek, ale również znajduje czas na osobiste projekty. Jednym z ostatnich jest surrealistyczna seria Teenage Stories.
Oczywiście warto zobaczyć też inne zdjęcia, bo wszystkie mają w sobie to coś.

No sami zobaczcie, jest tego więcej. A może to konsekwencja tego, że nic nowego nie da się już wymyślić? Można snuć przypuszczenia czym (jeśli w ogóle czymkolwiek) byli powodowani twórcy, ale fakt jest faktem – nieraz bliskość skojarzeń i dat emisji reklam jest oszałamiająca. Ponadto za „wpadki” wcale nie są odpowiedzialne jakieś skromne małe agencyjki, a znane sieciowe molochy. I co? Pstro. Po prostu ciekawostka.
Ostatnio wygrzebałem w sieci sporo ciekawych stron, kolekcja rośnie w siłę, więc postanowiłem się częścią z nich podzielić. W dzisiejszym odcinku dwunastu apostołów dizajnu i ich portfolia. Smacznego.
Przeczytaj dalszą część wpisu »