Showcase Of Web Design In Poland
Również i ja odpowiedziałem na kilka pytań dla Smashing Magazine. Lans.
Również i ja odpowiedziałem na kilka pytań dla Smashing Magazine. Lans.
Wreszcie jest i aż nie wiem co wybrać – fantastyczny zbiór do tapetowania pulpitu. W tym roku naprawdę wysoki poziom i dużo znanych nazwisk, jest także kilku naszych krajowych wymiataczy. Do wyboru do koloru.
Po raz kolejny mam przyjemność zaprezentować zdolnych grafików, którzy są niestety lepsi niż ja. Cholernie mnie to boli, ale cóż poradzić. Przypominam jednocześnie, że to już trzecia odsłona z serii „Piguła”, więc jeśli jesteś tu nowy cofnij się w czasie by poznać również dziesięć muz i dwunastu apostołów dizajnu.
Fábrica do Design zaprasza nas na wirtualną – osadzoną w realiach gazety – Carnaby Street, gdzie wśród zielonych trawników swoją premierę ma nowa zimowa kolekcja Banana Café. Może brzmi to zabawnie, ale jestem śmiertelnie poważny – wyjątkowo smakowita (bo z pomidorem) i innowacyjna (… bo z iPodem?) brazylijska produkcja.
Krótki poradnik jak za pomocą śrubki i kartki papieru stworzyć sobie przestrzeń życiową.
W ramach promocji czwartej siuty Adobe stworzyło minisite prezentujący poczynania czterech artystycznie napompowanych jegomościów i jednej przedstawicielki płci odmiennej (Nando Costa, Johnny Kelly, Cisma, Eric Natzke i Geneviève Gauckler). Projekt pod kryptonimem Adobe Artists przybliża nam proces powstawania ich dzieł – znajdziemy tu zdjęcia z planu, timelapsowe relacje z pracowni, ale przede wszystkim i co najciekawsze screencasty z niektórych programów pakietu CS4. Może nic rewolucyjnego, ale zawsze fajnie podejrzeć artystę w pracy nie ryzykując wyrzutów typu „gapisz mi się przez ramię, weź sp****alaj!”.
Chwaliłem się kiedyś jaki to ja oryginalny, bo ładnie umiem windowsa przerobić. Dziś chwalę Bobby’ego Solomona, który na łamach Kitsune Noir wciąż utrzymuje przy życiu miłą inicjatywę pt. The Desktop Wallpaper Project. Tydzień temu pojawiła się tam nowa kolekcja tapet autorstwa Willa Bryanta, ale oczywiście polecam przejrzeć wszystkie sety – każdy powinien znaleźć coś dla siebie.
Nieczęsto piszę tu o webdesignie, co jest dziwne, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że to właśnie nim param się na co dzień. Od dłuższego już czasu staram się dociec co może być na rzeczy i szczerze mówiąc do dziś ciężko mi znaleźć satysfakcjonującą odpowiedź. Są pewne przypuszczenia, że to jakiś takiś niewdzięczny typ uodpornienia na kreacje webowe wymagający naprawdę mocnego kopa by poczuć potrzebę wylania się na „papier”. Jeśli tak faktycznie jest, to uderzenie nogą ze strony minisite’u (?) promującego hiszpańskojęzyczną piosenkę było konkretne i przyjemnie bolesne. Z tego co widzę dostał on tytuł S.O.T.M. na FWA – i kuffa zasłużenie! Kawał perfekcyjnej i przede wszystkim świeżej roboty.
Gdzie się zaczyna, a gdzie kończy? Czy treść pomiędzy modnym butem, a zawadiackim kaszkietem to już grafik? Kto nadaje mu tytuł? Kto daje legitymację do oceniania innych gdy we własnym oku drzazga pychy i nieumiejętność przyjmowania jakiejkolwiek krytyki?
Z coraz większym zażenowaniem obserwuję rozmywanie się graficznej braci w potopie młodego narybku, który z braku laku zaczyna być sam sobie sterem i okrętem. Ci którzy coś wiedzą i mogliby przelewać mądrości na forach, w komentarzach czy w jakiejkolwiek innej społecznościowej formie uciekają w ciszę czterech ścian. Wychodzą z założenia, że może najlepiej będzie to i owo przemilczeć, nie udzielać się, bo „po co, co mi to da, jeszcze sprowadzę na siebie gromy, które winny być zaledwie iskierką”. Nie uważam się za mistrza, samokrytyki ci u mnie dostatek, ale mimo to sam u siebie zauważam pierwsze symptomy – ktoś pyta, szuka opinii, chce się dowiedzieć co źle robi i co może poprawić… a ja bezlitośnie wyłączam przeglądarkę by później obserwować kloakę wylewająca się na młodego jegomościa. I tu ręce już kompletnie opadają, gdyż autorami ekskrementów są w zdecydowanej większości samozwańczy krytycy nieposiadający portfolio, tudzież – o zgrozo – prezentujący w nim porównywalny poziom prac.
Niech mnie ktoś wyprowadzi z błędu, może idealizuję czasy świetności (początków) webesteemu i jemu podobnych mocnychwebów? Tamten okres pamiętam jak przez mgłę – pręty w kojcu zasłaniały mi monitor, a grzechotka była o wiele bardziej pasjonującą perspektywą. Mam jednak wrażenie, że coś się zmieniło. Co gorsza wydaje mi się, że przepaść między „starym”, a „nowym” grafikiem wciąż się pogłębia.
Brakuje mi miejsc gdzie można byłoby zdrowo podyskutować, bez ciągłych flejmów prowokowanych przez upośledzone jednostki, bez zastanawiania się nad zasadnością podejmowanych tematów. Brakuje mi uśmiechu, przyjaznego nastawienia – wszędzie coraz więcej jadu i złości. Chciałbym wierzyć, że tak się da, że to nie nasza słowiańska natura, że są jeszcze ludzie którzy tak jak i ja chcieliby powiedzieć temu całemu narzekactwu i negatywnemu nastawieniu NIE.
Przyszedł czas na kolejną dawkę graficznych uniesień i w pełni uzasadnionej zdrowej zazdrości – było już dwunastu apostołów, pora na dziesięć muz. Tradycyjnie życzę smacznego.