Czy każda koncepcja starająca się wcisnąć ludziom w skali globalnej pewne „fakty” skazana jest na kontrkoncepcję, próbującą przebić się do mainstreamu? Globalne ocieplenie jeszcze żyje w świadomości polityków i warunkuje bieżącą politykę, szczepienia do pewnego wieku są obowiązkowe pod karą grzywny jednocześnie będąc absolutnie bezpieczne, ludzie wylądowali na księżycu, a 9/11 był sprawką terrorystów. Przy okazji powyższych i wielu innych tematów pojawiają się ludzie – często zbuntowani naukowcy – którzy mówią, że fakty przedstawiają się nie tak jak oficjalnie chce nam się wmówić.
Podobnie sprawa ma się ze zbawiennym wpływem mleka na młode ludzkie organizmy. W Polsce jakiś czas temu byliśmy świadkami wysypu reklam z serii „Pij mleko, będziesz wielki”, ostatnio jakoś ich nie widuję, ale za granicą akcja trwa w najlepsze.
To jak to z tym mlekiem jest? Koncerny nabijają nas w butelkę tworząc fałszywe zapotrzebowanie na ten flegmotwórczy płyn? Bo tu już w 2003 roku pisali, że tak.
No i stało się, rewolucja nadeszła, prasa już nigdy nie będzie taka sama, koniec świata, płacz i zgrzytanie zębów. Esquire z okazji 75-lecia swojego istnienia wydał się dziś nakładem 100 tysi w specjalnej kolekcjonerskiej zalotnie mrugającej edycji. Powiem szczerze, że spodziewałem się czegoś bardziej rewolucyjnego, zwłaszcza w kontekście pompowanego od jakiegoś czasu balonika pt. „To nie koniec prasy, to dopiero początek”. Proszę o wybaczenie, ale 3-klatkowy gif w formie „drukowanej” kamieniem milowym nie jest. Falstart, balonik pękł, długa droga przed nami nimi.
No sami zobaczcie, jest tego więcej. A może to konsekwencja tego, że nic nowego nie da się już wymyślić? Można snuć przypuszczenia czym (jeśli w ogóle czymkolwiek) byli powodowani twórcy, ale fakt jest faktem – nieraz bliskość skojarzeń i dat emisji reklam jest oszałamiająca. Ponadto za „wpadki” wcale nie są odpowiedzialne jakieś skromne małe agencyjki, a znane sieciowe molochy. I co? Pstro. Po prostu ciekawostka.
Niemal codziennie trafiam w sieci (niestety praktycznie tylko w sieci) na przykłady genialnych – nieraz w swej prostocie – reklam. Już dawno temu nosiłem się z zamiarem zamieszczenia części z nich na blogu. Mam świadomość tego, że to jedynie drobinka w kupie wspaniałości. Wielka szkoda, że w kupę tą w Polsce dosyć ciężko wejść…
Ciekawą narodową przypadłością Polaków jest podatność naszych uczuć religijnych na ich obrażanie. Mam świadomość tego, że słabość ta udziela się zwykle starszemu pokoleniu, które jedną nogą jest już na tamtym świecie, niemniej jednak temat ten wypływa odkąd pamiętam i jego końca nie widać. Z pewnym przerażeniem obserwuję również stale rosnącą grupę ludzi w moim wieku przyklaskujących tej tradycji… Nie chcę wdawać się w rozważania na temat genezy wspomnianego problemu, ale polecam Wam zastanowić się dwa razy zanim ponownie w kontekście polskiego katolicyzmu zaczniecie sypać z rękawa określeniami typu „tolerancja”, „wyrozumiałość”, „bezkonfliktowość”, „łagodność” czy „dystans”.
Jednym z ostatnich absurdalnych przykładów niech będzie reklama Red Bulla, która uderza w świętość Bożego Narodzenia, deformując ten jakże piękny obrazek.
A odchodząc od tematyki religijnej – ciekawe jak by się skończyła (bo w to że by się skończyła nie wątpię) w Polsce kampania reklamowa firmy Tabcake. Bo to już przecież pornografia, no nie? Ot taka lekko dygresyjna ciekawostka.
Kampania ma się ku końcowi w związku z czym na ulicach większych miast z każdej strony atakują nas wszędobylskie billboardy, plakaty, tekturowe obejmy czy wałęsające się tu i ówdzie ulotki. Śmiecia tego zatrzęsienie, a jakoby go nie było. Zapewne większość z nas podróżując czy to komunikacją miejską czy też prywatnymi pupowozami zgrabnie omywa wzrokiem kolejne cuda polskiej myśli artystycznej… no i też nie ma się co dziwić.