FontStruct to świetne narzędzie dla wszystkich tych, którzy chcą tworzyć własne fonty, ale niezbyt wiedzą jak się do tego zabrać, tudzież nie chce im się od razu zaprzęgać wielkiej maszynerii pokroju Illustratora by tego dokonać. Ideą sprzyjającą twórcom była prostota i szybkość przenoszenia pomysłów „na papier”. Pociągnęło to za sobą oczywiście pewne ograniczenia (całość składamy z gotowych figur geometrycznych), ale mimo wszystko zdziałać można naprawdę wiele (np. po wszystkim ściągnąć efekt pracy w formacie TrueType na dysk lub wspaniałomyślnie użyczyć nasz projekt innym użytkownikom). Bardzo miodne maleństwo – szczerze polecam.
Nie jestem (jak niektórzy) maniakiem dizajnerskich zabaweczek, za które trzeba słono płacić, dostając w zamian kawałek artystycznie podrasowanego plastiku. Nie zrozumcie mnie źle – fajny pomysł, niektóre mi się podobają, czasem nawet bardzo i w ogóle czuję klimat, ale nie mógłbym wydać na to połowy dniówki. No po prostu blokada i ament, może jestem z innej bajki, może z Krakowa. Jest jednak dla mnie i innych współbraci w cierpieniu pewne ukojenie – wystarczy mieć drukarkę, nożyczki, klej i trochę chęci. Poniżej zamieszczam przykłady figurek (w sam raz na biurko), które każdy może sobie sam złożyć do kupy nie nabijając przy okazji kabzy dziesiątkom pośredników. Posiłkując się poniższymi linkami można też zacząć próbować robić takie cuda samodzielnie od podstaw…

1. Rommy (kilka figurek)
2. Squealer Paper Toy Project
3. Readymechs (na tą chwilę 22 świetne figurki!)

4. NiceBunny (w dziale download znajdziecie jeszcze więcej)
5. Speakerdog Paper Toys (do ściągnięcia również pierwsza seria)

6. Shin Tanaka (mistrz paper toys udostępnia kilka swoich projektów)
Gdy aplikowałem do agencji, w której aktualnie pracuję, podczas uzupełniania CV przescrollowało mi się przed oczami kilka porad związanych ze wspomnianym dokumentem. Wśród nich była jedna mówiąca o niestandardowej formie, czymś co na pierwszy rzut oka pozwoli wyłuskać mnie z tłumu innych papierzysk. Niespecjalnie wiedząc na ile można sobie pozwolić, polskim zwyczajem („po co mi to, nie chce mi się, to i tak nic nie zmieni”) pozostałem przy zwyczajnych wordowskich formatkach. Mimo że się udało, dziś trochę żałuję – tych kilkanaście/kilkadziesiąt minut spędzonych na liftingu to naprawdę śmieszna cena za bycie zauważonym. Zresztą sami zobaczcie jak można poszaleć (zestawienie za jobmob.co.il).


Przeczytaj dalszą część wpisu »

Nowa marka odzieżowa i około-odzieżowa. Oby wkrótce w sprzedaży.
W życiu każdego etatowca przychodzi taka chwila, że musi sobie coś kupić, bo w innym wypadku zacznie trawić się od środka. Również pieniążki nie lubią stałych związków, więc grzecznie się z nimi pożegnałem. I tak wrócą… zawsze wracają. W zamian za nie na półce zagościło kilka świetnych pozycji książkowych, które mam nadzieję wprowadzą trochę polotu do tego czym na codzień się zajmuję. Przynajmniej tym razem nie mam poczucia kasy wywalonej w błoto – Taschen to konkretna piguła inspiracji (aż ciężko uwierzyć, że do tej pory nie kupowałem podobnych wydawnictw).
Jeśli więc będziecie mieli kiedyś ochotę na wypróżnienie swojego portfela – zajrzyjcie chociażby na amazona i bierzcie jak leci. Co w środku? Zwykle trochę do poczytania (na szczęście nie za dużo) i kupa obrazków… czyli to co tygrysko-dizajnerzy lubią najbardziej.
Chyba nikt nie zaprzeczy, że większość stron internetowych powstaje przy użyciu Photoshopa – to w nim składamy nasze pomysły do kupy i tworzymy z tego jakąś sensowną całość. Co się dzieje dalej? Ktoś to wszystko musi objąć swoim koderskim umysłem, pociąć do HTMLa, ostylować w CSSie i tłumaczyć się dlaczego tu margines większy niż w projekcie, tu obrazek źle przycięty, tu tekst za duży, a tam za mały. I w tym miejscu z pomocą przychodzi nam niejaki SiteGrinder – dodatek do fotoszopy, dzięki któremu nawet kompletny HTMLowy laik będzie mógł stworzyć (niemal) pełnowartościowy kod, żeby nie powiedzieć: kompletny działający site.
Przeczytaj dalszą część wpisu »
Trochę nie mój klimat (przynajmniej to czego do tej pory przesłuchałem), ale jednak fakt godzien odnotowania. Mowa o Graphic Design on the Radio, czyli audycji gdzie designerzy, poza rozmowami na temat swojej pracy, puszczają również utwory dzięki którym znajdują inspirację. Konkretniej to puszczali, gdyż aktualnie zrobili sobie małą przerwę.
Graphic Design on the Radio will return to the airwaves in 2008 in a new format. It is planned to broadcast a series of two-hour shows featuring guests from the world of design, as well as music, debate and controversy. Details will be posted [...] on the Graphic Design on the Radio blog.
Jak już wspomniałem – mi jakoś szczególnie nie pomogli (najczęściej liryka-klasyka w duszy mi gra), ale de gustibus i tak dalej. To co, kto przeszczepi na nasz grunt?